-Wejdźcie.
Moi przyjaciele weszli do domu i ruszyli w stronę salonu w
którym siedziała reszta.
-Chłopaki i Caroline, poznajcie Ole, Patrycję, Dominikę,
Martę i Bartka –Powiedziałam przedstawiając moich przyjaciół
- O Hej, jestem Liam – przedstawił się chłopak serdecznie
uśmiechając się i podając wszystkim rękę.
- Ja Zayn – uśmiechnął się.
- Ja jestem Harry – szarmancko uśmiechnął się i mrugnął za
co dostał groźną mine od Carol.
- Usuń się Haroldzie z mej drogi – palnął brunet podchodząc
bliżej nas – Jestem Louis.
- Okej, okej. Koniec tych amorów kochasiu. Gdzie Niall ? –
zapytałam.
- Był z Tobą.
- Idę zobaczyć czy nie ma go w sypialni. Zaraz wracam –
uśmiechnęłam się serdecznie i znikłam za zakrętem prowadzącym na schody. Gdy
byłam już u czubka ruszyłam w stronę naszego pokoju.
„Nasz pokój” to brzmi tak pięknie – pomyślałam i
uśmiechnęłam się sama do siebie. Zanim spostrzegłam byłam już przed drzwiami.
Lekko je uchyliłam i wetknęłam głowę do środka. Zastałam tam Niallera
gadającego przez telefon.
- Nie, nie powiedziałem jej jeszcze… Powiem jej jutro… Tak,
obiecuje… Ja też Cię kocham.
Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Zbiegłam szybko
po schodach już cała zapłakana. Wybiegłam z mieszkania i pobiegłam w stronę
wielkiego stawu, który znajdował się w parku mieszczącego się blisko naszego
domu. Gdy byłam już na miejscu przysiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać
jeszcze bardziej. Czy to będzie koniec? Dopiero co się pogodziliśmy, myślałam
że on naprawdę mnie kocha. Podwinęłam nogi pod brodę i oplotłam je ramionami. W
tej sekundzie chciałam zniknąć z tego świata, zapaść się pod ziemię. Cokolwiek.
Usłyszałam ciche skrzypnięcie ławeczki co oznaczało, że ktoś się przysiadł. Nie
wiem kto to był i to chyba nawet lepiej, bo gdyby okazało się że to Niall to
wpadłabym w jeszcze większą panikę. Więc tak siedzieliśmy w ciszy z tajemniczym
nieznajomym. Po chwili osoba, która siedziała po drugiej stronie ławki
przysunęła się do mnie i mnie przytuliła. Szybko oderwałam wzrok od moich kolan
i spojrzałam na twarz chłopaka. Louis.
- Nat, co się stało? – zapytał mnie chłopak, głaszcząc mnie
delikatnie po plecach.
- Nie ważne, Lou. Nie chcę żebyś się mną przejmował – lekko
uśmiechnęłam się do bruneta, co w zaistniałej sytuacji nie wyglądało zapewne
zbyt atrakcyjnie. Na policzkach miałam rozmazany tusz przez łzy co sprawiało
efekt jakbym wyglądała jak panda. Ale nie taka słodka panda jak z bajek.
- Mi możesz powiedzieć wszystko, przecież wiesz – poklepał
mnie lekko po plecach na zachętę. Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu całą
historię zaistniałą z Niallem. Chłopak
zapewnił mnie, że to pewnie tylko nieporozumienie i że jak tylko przyjdziemy
pójdzie się go zapytać o co chodzi. Przystałam na tą propozycje, ponieważ sama
nie odważyłabym się pójść i zapytać o co chodziło w tej rozmowie. Lou,
powiedział także że jakbym musiała coś sobie przemyśleć to mogę spać w jego
pokoju. Postanowiliśmy już wracać do domu, bo reszta pewnie się już o nas
martwi. Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę domu. Po 10 min byliśmy na
miejscu. Weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Po chwili do
kuchni zbiegli się wszyscy patrząc na mnie jak koń w malowane wrota. Nie
powiem, troszkę się zestresowałam. Spuściłam głowę w dół, aby włosy, które były
rozpuszczone mogły zakryć moje zaczerwienione policzki.
- Co Ci się stało? Dlaczego wybiegłaś? Czy to przez Niall’a?
Jak ja mu nakopie.
Między innymi takie zdania usłyszałam z ust moich
przyjaciół. Dzięki Bogu Louis pomógł wybrnąć mi z tej sytuacji. Wytłumaczył im,
że zrobiło mi się niedobrze i że pobiegłam się tylko przewietrzyć. Wziął mnie
za rękę, przebrnął przez „tłum” gapiów i zaczął wchodzić na górę, ciągnąc mnie
za sobą. Zaprowadził mnie do swojego pokoju. Usiadłam na jego ogromnym łóżku i
przyglądałam się pluszowemu gołębiowi. Louis wyciągnął z szafki marchewkę i
mnie nią poczęstował. Nie powiem, zdziwiłam się. Dorosły mężczyzna, dobra może
nie mężczyzna, chłopak ma w pokoju pluszowe marchewki i gołębie z którymi śpi?
I po szafkach chowa marchewki? To nie jest normalnie, ale przymknę na to oko,
ponieważ Lou nie jest normalny.
- Czuj się jak u siebie – uśmiechnął się i ruszył w stronę
drzwi.
- Lou, gdzie ty idziesz?
- No jak to gdzie? Porozmawiać z Niall’em – ostatni raz
rzucił mi przyjazny uśmiech i wyszedł z pokoju zostawiając mnie zupełnie samą.
Zaczęłam rozglądać się po całym pokoju w poszukiwaniu czegoś czym mogłabym się
zająć. Najbardziej ciekawym obiektem w jego pokoju wydała mi się półka z
płytami. Podeszłam do niej i usiadłam na podłodze podnosząc jedną z jego
zdobyczy. Była to płyta Miley Cyrus Can’t Be Tamed. Jakoś nie za bardzo
przypadła mi do gustu. Nie to, że nie lubię Miley, wręcz odwrotnie, bardzo ją
lubię, tylko jakoś wolałabym posłuchać czegoś innego, więc sięgnęłam do półki i
wzięłam z niej nową płytę Seleny Gomez Stars Dance i od razu włożyłam ją do radia,
które stało obok. Pierwszą piosenką była Birthday. Jak poparzona wstałam i
zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Zaczęłam wirować i zakręciło mi się w
głowie. Przewróciłam się w tym samym czasie, w którym Lou wszedł do pokoju.
- Nat, stało Ci się coś? – chłopak szybko podbiegł do mnie i
posadził mnie na łóżko. Ujął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi prosto w
oczy.
- Nic, po prostu tańczyłam i mi się trochę zakręciło w
głowie. Już jest dobrze – uśmiechnęłam się do chłopaka i wstałam z łóżka – Co Ci
Niall powiedział?
- Idź do niego to się sama
dowiesz –brunet lekko uśmiechnął się i poklepał pocieszająco po plecach – Nat,
jest dobrze – przytulił mnie i popchnął w stronę drzwi. Niepewnie złapałam
klamkę i pociągnęłam ją w dół. Ostatni raz spojrzałam na uśmiechniętego Louisa
i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Podeszłam pod pokój Niall’a. Lekko
zapukałam w czego rezultacie usłyszałam tak samo ciche proszę. Wdech, wydech,
wdech, wydech. Niepewnie chwyciłam za
klamkę i uchyliłam drzwi. Weszłam do środka i usiadłam na skraju łóżka.
- Masz mi coś do powiedzenia? –
szepnęłam i spuściłam głowę. Bałam się najgorszego. Że po prostu już mnie nie
kocha. Zanim się zorientowałam po policzku spływała mi łza. Niall podszedł do
mnie i mnie przytulił.
- Kochanie – podniósł moją głowę
tak abym patrzała się mu wprost w oczy i starł moją łze – Co ty sobie
wymyśliłaś? Rozmawiałem z moją mamą. Pytała się mnie czy powiedziałem Ci, że
jedziemy do niej na weekend – opowiedział mi blondyn i pocałował w czoło –
Tylko Ciebie kocham, jesteś dla mnie wszystkim.
- Ja też Ciebie kocham
najbardziej na świecie – uśmiechnęłam się i cmoknęłam lekko usta Horana.
_________________________________________________________________________________
Witam Was po tej jakże długiej przerwie ;D Nie powiem, stęskniłam się za Wami. Mam nadzieje, że mogę liczyć na jakieś komentarze. Powiedzmy, że za każdy komentarz rozdział będzie o stronę dłuższy. Kocham Was i cieszę się, że już wróciłam do Was <3
Ty głupku !
OdpowiedzUsuńMyślałam, że on ją z kimś zdradza czy coś, a ty mi tu wyskakujesz z mamą xD
Jesteś niesamowita ;*
Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że rozdział jest długi, NARESZCIE ! Się doczekałam ;D
Trzymaj tak dalej i nie przestawaj pisać ;* <3
Super rozdział ! Pisz tak dalej ! :)
OdpowiedzUsuńo Boże . Umieram . Już chciałąm ci zacząć na tt spamować , ale nie tobie się wymyśliło . TY sercio chcesz , żebym z tego świata zeszła ? rozdział ZAJEBISTY I CZEKAM NA next ♥ kochaaaam ; 3
OdpowiedzUsuńZajefajny rozdział czekam na następny <3
OdpowiedzUsuń