środa, 24 lipca 2013

Rozdział #15

-Wejdźcie.
Moi przyjaciele weszli do domu i ruszyli w stronę salonu w którym siedziała reszta.
-Chłopaki i Caroline, poznajcie Ole, Patrycję, Dominikę, Martę i Bartka –Powiedziałam przedstawiając moich przyjaciół 
- O Hej, jestem Liam – przedstawił się chłopak serdecznie uśmiechając się i podając wszystkim rękę.
- Ja Zayn – uśmiechnął się.
- Ja jestem Harry – szarmancko uśmiechnął się i mrugnął za co dostał groźną mine od Carol.
- Usuń się Haroldzie z mej drogi – palnął brunet podchodząc bliżej nas – Jestem Louis.
- Okej, okej. Koniec tych amorów kochasiu. Gdzie Niall ? – zapytałam.
- Był z Tobą.
- Idę zobaczyć czy nie ma go w sypialni. Zaraz wracam – uśmiechnęłam się serdecznie i znikłam za zakrętem prowadzącym na schody. Gdy byłam już u czubka ruszyłam w stronę naszego pokoju.
„Nasz pokój” to brzmi tak pięknie – pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zanim spostrzegłam byłam już przed drzwiami. Lekko je uchyliłam i wetknęłam głowę do środka. Zastałam tam Niallera gadającego przez telefon.
- Nie, nie powiedziałem jej jeszcze… Powiem jej jutro… Tak, obiecuje… Ja też Cię kocham.
Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Zbiegłam szybko po schodach już cała zapłakana. Wybiegłam z mieszkania i pobiegłam w stronę wielkiego stawu, który znajdował się w parku mieszczącego się blisko naszego domu. Gdy byłam już na miejscu przysiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Czy to będzie koniec? Dopiero co się pogodziliśmy, myślałam że on naprawdę mnie kocha. Podwinęłam nogi pod brodę i oplotłam je ramionami. W tej sekundzie chciałam zniknąć z tego świata, zapaść się pod ziemię. Cokolwiek. Usłyszałam ciche skrzypnięcie ławeczki co oznaczało, że ktoś się przysiadł. Nie wiem kto to był i to chyba nawet lepiej, bo gdyby okazało się że to Niall to wpadłabym w jeszcze większą panikę. Więc tak siedzieliśmy w ciszy z tajemniczym nieznajomym. Po chwili osoba, która siedziała po drugiej stronie ławki przysunęła się do mnie i mnie przytuliła. Szybko oderwałam wzrok od moich kolan i spojrzałam na twarz chłopaka. Louis.
- Nat, co się stało? – zapytał mnie chłopak, głaszcząc mnie delikatnie po plecach.
- Nie ważne, Lou. Nie chcę żebyś się mną przejmował – lekko uśmiechnęłam się do bruneta, co w zaistniałej sytuacji nie wyglądało zapewne zbyt atrakcyjnie. Na policzkach miałam rozmazany tusz przez łzy co sprawiało efekt jakbym wyglądała jak panda. Ale nie taka słodka panda jak z bajek.
- Mi możesz powiedzieć wszystko, przecież wiesz – poklepał mnie lekko po plecach na zachętę. Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu całą historię zaistniałą z Niallem.  Chłopak zapewnił mnie, że to pewnie tylko nieporozumienie i że jak tylko przyjdziemy pójdzie się go zapytać o co chodzi. Przystałam na tą propozycje, ponieważ sama nie odważyłabym się pójść i zapytać o co chodziło w tej rozmowie. Lou, powiedział także że jakbym musiała coś sobie przemyśleć to mogę spać w jego pokoju. Postanowiliśmy już wracać do domu, bo reszta pewnie się już o nas martwi. Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy w stronę domu. Po 10 min byliśmy na miejscu. Weszłam do mieszkania, zdjęłam buty i poszłam do kuchni. Po chwili do kuchni zbiegli się wszyscy patrząc na mnie jak koń w malowane wrota. Nie powiem, troszkę się zestresowałam. Spuściłam głowę w dół, aby włosy, które były rozpuszczone mogły zakryć moje zaczerwienione policzki.
- Co Ci się stało? Dlaczego wybiegłaś? Czy to przez Niall’a? Jak ja mu nakopie.
Między innymi takie zdania usłyszałam z ust moich przyjaciół. Dzięki Bogu Louis pomógł wybrnąć mi z tej sytuacji. Wytłumaczył im, że zrobiło mi się niedobrze i że pobiegłam się tylko przewietrzyć. Wziął mnie za rękę, przebrnął przez „tłum” gapiów i zaczął wchodzić na górę, ciągnąc mnie za sobą. Zaprowadził mnie do swojego pokoju. Usiadłam na jego ogromnym łóżku i przyglądałam się pluszowemu gołębiowi. Louis wyciągnął z szafki marchewkę i mnie nią poczęstował. Nie powiem, zdziwiłam się. Dorosły mężczyzna, dobra może nie mężczyzna, chłopak ma w pokoju pluszowe marchewki i gołębie z którymi śpi? I po szafkach chowa marchewki? To nie jest normalnie, ale przymknę na to oko, ponieważ Lou nie jest normalny.
- Czuj się jak u siebie – uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi.
- Lou, gdzie ty idziesz?
- No jak to gdzie? Porozmawiać z Niall’em – ostatni raz rzucił mi przyjazny uśmiech i wyszedł z pokoju zostawiając mnie zupełnie samą. Zaczęłam rozglądać się po całym pokoju w poszukiwaniu czegoś czym mogłabym się zająć. Najbardziej ciekawym obiektem w jego pokoju wydała mi się półka z płytami. Podeszłam do niej i usiadłam na podłodze podnosząc jedną z jego zdobyczy. Była to płyta Miley Cyrus Can’t Be Tamed. Jakoś nie za bardzo przypadła mi do gustu. Nie to, że nie lubię Miley, wręcz odwrotnie, bardzo ją lubię, tylko jakoś wolałabym posłuchać czegoś innego, więc sięgnęłam do półki i wzięłam z niej nową płytę Seleny Gomez Stars Dance i od razu włożyłam ją do radia, które stało obok. Pierwszą piosenką była Birthday. Jak poparzona wstałam i zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Zaczęłam wirować i zakręciło mi się w głowie. Przewróciłam się w tym samym czasie, w którym Lou wszedł do pokoju.
- Nat, stało Ci się coś? – chłopak szybko podbiegł do mnie i posadził mnie na łóżko. Ujął moją twarz w swoje dłonie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nic, po prostu tańczyłam i mi się trochę zakręciło w głowie. Już jest dobrze – uśmiechnęłam się do chłopaka i wstałam z łóżka – Co Ci Niall powiedział?
- Idź do niego to się sama dowiesz –brunet lekko uśmiechnął się i poklepał pocieszająco po plecach – Nat, jest dobrze – przytulił mnie i popchnął w stronę drzwi. Niepewnie złapałam klamkę i pociągnęłam ją w dół. Ostatni raz spojrzałam na uśmiechniętego Louisa i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Podeszłam pod pokój Niall’a. Lekko zapukałam w czego rezultacie usłyszałam tak samo ciche proszę. Wdech, wydech, wdech, wydech. Niepewnie  chwyciłam za klamkę i uchyliłam drzwi. Weszłam do środka i usiadłam na skraju łóżka.
- Masz mi coś do powiedzenia? – szepnęłam i spuściłam głowę. Bałam się najgorszego. Że po prostu już mnie nie kocha. Zanim się zorientowałam po policzku spływała mi łza. Niall podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Kochanie – podniósł moją głowę tak abym patrzała się mu wprost w oczy i starł moją łze – Co ty sobie wymyśliłaś? Rozmawiałem z moją mamą. Pytała się mnie czy powiedziałem Ci, że jedziemy do niej na weekend – opowiedział mi blondyn i pocałował w czoło – Tylko Ciebie kocham, jesteś dla mnie wszystkim.

- Ja też Ciebie kocham najbardziej na świecie – uśmiechnęłam się i cmoknęłam lekko usta Horana.
_________________________________________________________________________________
Witam Was po tej jakże długiej przerwie ;D Nie powiem, stęskniłam się za Wami. Mam nadzieje, że mogę liczyć na jakieś komentarze. Powiedzmy, że za każdy komentarz rozdział będzie o stronę dłuższy. Kocham Was i cieszę się, że już wróciłam do Was <3 

4 komentarze:

  1. Ty głupku !
    Myślałam, że on ją z kimś zdradza czy coś, a ty mi tu wyskakujesz z mamą xD
    Jesteś niesamowita ;*
    Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że rozdział jest długi, NARESZCIE ! Się doczekałam ;D
    Trzymaj tak dalej i nie przestawaj pisać ;* <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział ! Pisz tak dalej ! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. o Boże . Umieram . Już chciałąm ci zacząć na tt spamować , ale nie tobie się wymyśliło . TY sercio chcesz , żebym z tego świata zeszła ? rozdział ZAJEBISTY I CZEKAM NA next ♥ kochaaaam ; 3

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajefajny rozdział czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń